Tekst:  a a a

Ulubione  

Turystyka i Promocja>Szlak Cystersów>

Legenda: Nowa wiara

LEGENDY SZLAKU CYSTERKIEGO
Nowa wiara
Wstęp

Pierwsze dwa wieki chrześcijaństwo na Pomorzu dotykało bardzo wąskiej grupy rodzimej ludności. Źródła kościelne jeszcze w 1182 roku uskarżają się, że „większość ludzi jest surowa i nie obeznana z wiarą”. Ilość duchowieństwa była bardzo mała, a kościoły lokowano tylko w grodach lub podgrodziach.

Rozpoczęta na naszej ziemi, w połowie XII wieku, działalność zakonna była w żywym konflikcie z rodzimą, pomorską wiarą. Kręgi władzy, które w tej działalności upatrywały szansę na rozwój gospodarczy, w pełni popierały nowy światopogląd. Dla prostego ludu obcy przybysze, głoszący niezrozumiałą wiarę, byli trudni do akceptacji. Utożsamiano ich z niemieckim żywiołem kolonizacyjnym, który zagrażał im w wielu dziedzinach, stąd opisywany w źródłach historycznych opór.

Współcześnie, jako ludzie wierzący, którzy w większości przyjęli dominujący w Europie światopogląd judeo-chrześcijański, mamy obowiązek pamiętać o wierzeniach naszych przodków. Choć minęły wieki, można w dalszym ciągu zauważyć bezpośredni wpływ starej wiary, na dzisiejsze, nasze postawy i widzenie świata.

Poniższe podanie dotykające „Szlaku cysterskiego”, przybliża do klimatu tych przełomowych, a zarazem ogromnie dramatycznych czasów. Stara pomorska wiara już dziś nie jest dla nikogo zagrożeniem, a może być szansą na poszerzenie przestrzeni duchowej naszych mieszkańców, w tym coraz bardziej zmaterializowanym świecie.

Jan Górski
Regionalna Izba Tradycji
„Pamięć pokoleń”


Nowa wiara

Gdy w początkowo spokojnym, trzynastym wieku kolonizacja niemiecka dosięgła Chełmskiej Góry, skończył się czas pokoju. Szeroko rozgorzały walki pomiędzy kolonizatorami a miejscową ludnością słowiańską, zaciekle broniącą swojej wiary i wolności. Lepiej uzbrojone rycerstwo niemieckie siłą zmuszało Słowian do uległości i przyjęcia nowej, zupełnie niezrozumiałej wiary. Buntujących się i opornych stawiano przed sądami, które często ferowały okrutne wyroki, do spalenia na stosie włącznie.

W czasie jednej z walk niemieccy kolonizatorzy podstępnie pojmali żupana Tymosława, będącego poddanym księcia gdańskiego Świętopełka II. W obawie przed odbiciem i zemstą, ominąwszy bory, odstawili skrępowanego jeńca do nowopowstałego klasztoru cysterskiego w Bukowie, mając w zamiarze doprowadzenie go łódkami przez Zalew Bukowski (jeszcze nie jezioro) do przystani Brunne, a stamtąd łodzią morską do Mielna i dalej końmi do Koszalina.

Na razie, doprowadzony do klasztoru jeniec, choć skrępowany, godnie przejechał bramę opactwa. Ogromna postać żupana wzbudzała przerażenie zakonników tak, iż nie śmieli nawet do niego się zbliżyć. Po dyskusji ze starszymi opat postanawia, że więźnia obsłuży sługa klasztorny, wesoły, znający od urodzenia słowiańska mowę, Janko z Nowej Rzeki (późniejsze Neuwasser a dzisiejsze Dąbki), wsi rybackiej, sąsiadującej z klasztorem przez szeroki, dwukilometrowy ciek wodny. On to wszedł w towarzystwie niemieckiego zakonnika do ciemnego lochu, w którym uwięziono żupana, kładąc na kamiennym klepisku chleb i wodę. Z uśmiechem przemówił do Tymosława, aby nie upadał na duchu, gdyż ma informację o tym, że na drodze przygotowana jest zasadzka, która da mu wolność. Na zapytanie niemieckiego mnicha o czym rozmawia z więźniem, Janko, z jeszcze większą radością sprzedał mu bajkę o tym, iż objawia pojmanemu dobrą nowinę o Zbawicielu.

Niestety, przeczuwający zagrożenie Niemcy, po dopłynięciu do przystani Brunne nie przesiedli się na łódź do Mielna, lecz dalej popłynęli na zachód, wąskim kanałem do Zatoki Jamneńskiej (też, jeszcze nie jeziora) i przez osady Łabusz i Jamno, najkrótszą drogą doprowadzili jeńca do Koszalina. Zasadzka pod dzisiejszymi Mścicami na próżno czekała w gotowości przez ponad trzy dni.

Sprawa uwolnienia żupana stawała się beznadziejna. Tymosław sprowadzony przez sąd podkreślał, że jako poddany księcia gdańskiego nie powinien być sądzony przez Niemców. Po raz kolejny podkreślił, że starej wiary nie wyrzeknie się, nawet pod groźbą śmierci męczeńskiej. Dowodził, że nowa wiara przynosi ludności słowiańskiej zniewolenie i zepchnięcie jej do ludności drugiej kategorii, co w niedługim czasie stało się faktem.

Zapadł wyrok. Jak z trwogą przewidywano, wyrokiem była okrutna śmierć przez spalenie. Gdy prowadzono Tymosława na koszalińską Górę Straceń, gdzie już wcześniej ułożono, wyjątkowo na podwyższeniu stos, podniósł się wielki lament zgrupowanych wzdłuż drogi kaźni Słowian.

Na miejscu stracenia Tymosław zwrócił się do sędziów z żądaniem, by kat zdjął mu więzy, gdyż chce umrzeć jako człowiek wolny. Widząc ogromna posturę skazanego, sędziowie odmówili, a zlękniony kat jeszcze mocniej skrępował sznury. Gdy obłożono stos dodatkowym, suchym chrustem i podpalono, zanim objęły go płomienie i dym, Tymosław skierował wzrok ku Górze Chełmskiej. W tych latach góra była nie zalesiona, stad często zwano ją Gołogórą lub Chełmem. Ogromny płomień na szczycie Gołogóry był znakiem, że bracia Słowianie czuwają.

Z okazji procesu i stracenia Tymosława, opat cystersów bukowskich Fryderyk, już drugi dzień przebywał w Koszalinie, w charakterze sędziego prowadzącego sprawę. Po sutej kolacji w klasztorze żeńskim, wraz z towarzyszącymi braćmi zdecydował się na powrót, konno do klasztoru, jako że w dniu następnym miał się odbyć sąd opacki nad łowiącymi, na wodach zakonu, rybakami z Nowej Rzeki.

Było już ciemno, gdy jeźdźcy w kolumnie mijali podnóże Gołogóry od strony wsi Gorzebądz. Nagle z lasu wyskoczył uzbrojony oddział Słowian, których głowy chroniły czerepy wilków i niedźwiedzi. Ich wygląd i niespodziewany atak zmusił kolumnę do gwałtownej ucieczki. W czasie pościgu spadł z konia opat, trafiony strzałą wypuszczoną z cisowego łuku, będącego w ręku Dobiesławy, wnuczki Tymosława, ostatniego żupana z Góry Chełmskiej.

Zdarzenia te dotknęły słowiańskich mieszkańców, całego zlewiska Zatoki Bukowskiej. Już sam wielki ogień na widocznej na zachodzie Świętej Górze wzbudził niepokój, lecz prawdziwą trwogę i ogromny żal wlała w serca nowina o okrutnej śmierci, surowego, lecz sprawiedliwego i szanowanego żupana.

Jeszcze kilkadziesiąt lat po tym zdarzeniu pamiętano o krzywdzie, a kilkaset patrzono z nostalgią na Chełm, który w krótkim czasie stał się miejscem nowego kultu. Dzisiaj, gdy o wschodzie słońca staniemy na wydmach mierzei bukowskiej, to spoglądając w kierunku już zalesionej Chełmskiej Góry czujemy, że jakaś tajemna siła mocno pochyla nas w stronę tego wyjątkowego, lodowcowego wyniesienia.

Koniec

Porady prawne

dla mieszkańców Gminy Darłowo

udzielane są

w każdy czwartek

w godz. od 11.00 do 13.00


Darłowska Lokalna Grupa Rybacka

Wszelkie prawa zastrzeżone Gmina Darłowo (C) Copyright 2009
Projekt i wykonanie 2009 Maxus Net Communications